Po dwóch dniach przerwy biegało się całkiem nieźle. Pogoda sprzyjała, kondycja coraz to lepsza. Organizm nie zaprotestował żadnym bólem – miałem jedynie lekko naciągnięte achillesy po biegu, ale w niedzielę przestałem je czuć i wszystko wróciło do normy. No, może prawie do normy, bowiem przelazło na mnie z syna i żony jakieś dziwne przeziębienie, czy też grypa.
Kuruję się domowymi sposobami, wiadomo herbatki, miód, witamina c, panadol i raz na dzień tabcin. Swoją drogą, czy ktoś wie co za chemię pakują do tabcina? Po zażyciu człowiek czuje się nieco dziwnie, ale łagodzi wszelkie objawy typu kaszel, katar i ból gardła.
Tym to sposobem w moim bieganiu zaistnieje krótka przerwa, a szkoda, bo 6 grudnia mam (a w zasadzie mamy, bo biegnę z żonką moją) zaplanowany występ na 5. Biegu Barbórkowym w Rybniku i warto byłoby podciągnąć formę do tego czasu. Pozostanie mi na to tylko przyszły tydzień, a może i nawet (oby) najbliższy weekend, o ile wyliżę się do tego czasu.
Podsumowanie biegu:
- odcinek: 6,58 km
- czas: 00:31:27
- średnie tempo: 4′47”