Super zdjęcia z super biegu – zapraszam do oglądania. Na marginesie dodam, że Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009 to udana i bardzo dobrze zorganizowana impreza biegowa.
ps. Więcej informacji nt. naszego (mojego i żony) występu, już wkrótce…
gru 31
Super zdjęcia z super biegu – zapraszam do oglądania. Na marginesie dodam, że Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009 to udana i bardzo dobrze zorganizowana impreza biegowa.
ps. Więcej informacji nt. naszego (mojego i żony) występu, już wkrótce…
gru 29
Właśnie takie wrażeniem odniosłem podczas wczorajszego biegu. Nogi ciężkie niczym miałbym założone ołowiane obuwie. Nie wiem czego to była wina.
Czyżbym aż tak bardzo zmęczył się dzień wcześniej? A może obiad w postaci naleśników nie był zbyt pożywny? Albo to przez pogodę, bo znowu przywaliło śniegiem i było dość ślisko?
W każdym bądź razie przebiegłem średnią trasę (ok. 4,3 km wg google maps), a bieg pod górkę na przedostatniej prostej dał mi nieco w kość, a przecież różnica wzniesień na tym odcinku to maksymalnie 8-10 metrów – spadek tempa widać doskonale na wykresie.
Dane i wykres:
- odcinek: 4,52 km
- czas: 00:20:56
- średnie tempo: 4′38”
gru 28
Niedziela, ostatnie spotkania rodzinne i ostatni dzień nicnierobienia, czyli: święta, święta i po świętach… Po takim okresie cieżko zabrać się do czegokolwiek, i gdyby nie żona, nie poszedłbym dziś pobiegać.
Pobiegać było jednak warto. Udało mi się utrzymać odpowiednio fajne tempo w okolicach 4’30” na kilometr. Nie było już zadyszki, ani uczucia ogólnej ciężkości ogranizmu. Pogoda również dość znośna, temperatura około zera stopni, bez opadów i wiatru.
Dziś zacząłem ulepszać swoją technikę biegową (hmm, brzmi dumnie). Objawia się to podnoszeniem wyżej kolan podczas biegu, co przekłada się na pokonywanie większej odległości pomiędzy kolejnymi krokami, co z kolei zapewnia większą dynamikę. Wyczytałem na ‘fachowych’ stronach, że pomocne ku temu są skipy A. Ja wykonuję 2-3 serie po 30-40 skipów przed bieganiem, jako część rozgrzewki.
Po biegu znowu nowy element – tutaj muszę przyznać, że czas poświęcony na bieganie stale rośnie i rośnie – rozbieganie. Przebiegłem kilkaset metrów truchtem, aby ogranizm się uspokoił, a mieśnie rozluźniły. Ma to również na celu sprawienie, że następnego dnia nie pojawią się zakwasy (szczerze mówiąc, dawno nie miałem zakwasów, a to było dopiero moje pierwsze rozbieganie).
Dane statystyczne:
- odcinek: 4,39 km
- czas: 00:19:49
- średnie tempo: 4′30”
ps. Dziś znowu pada śnieg, a wieczorem zamierzam sobie pobiegać – ostatni raz przed czwartkowym startem w Krakowskim Biegu Sylwestrowym.
gru 27
Piewszego dnia świąt, po dwóch dniach przerwy postanowiłem pobiegać. Nie objadałem się zbytnio ani w Wigilię, ani dnia następnego, bo wiedziałem że nie będzie mi to służyło.
Wyszedłem wieczorem, około cztery godziny po obiedzie. Na chodniku i ulicy nie było już ani grama śniegu. Temperatura wręcz wczesnowiosenna, bo około 10 stopni na plus. Biegło się fajnie, ale dość ciężko mi było się rozkulać i kulać – czyżby jedna to świątecznie jedzenie mi tak ciążyło?
Wniosek z tego biegu na pewno taki, że trzeba zagęścić tydzień i biegać częściej – oczywiście w miarę możliwości oraz za wszelką cenę pilnować tego ile, i co się je.
Dane i wykresik:
- odcinek: 4,26 km
- czas: 00:19:47
- średnie tempo: 4′38”
gru 22
Przez ostatnie kilka dni nie biegałem, zimno było, nawet poniżej -17 stopni. Do tego doszły nocne wyjazdy do sklepów po świąteczne zakupy, prezenty itp., a czas nie jest z gumy.
Dopiero dziś wieczorem mogłem wyjść troszkę się poruszać. Pogoda bardzo przyjemna, +3 stopnie i brak opadów – rewelacja. Na minus jedynie nawierzchnia. Po rozdeptanym śniegu biega się okropnie, podłoże beznadziejnie amortyzuje, do tego dochodzi poślizg stopy – to już lepiej biegnie się po samym oblodzeniu
. Koszmar i tyle.
Przebiegłem trochę ponad pięć kilometrów ale organizm czuł przerwę, stąd tempo niezbyt imponujące. Ważne jednak, że wróciłem i teraz siedząc w fotelu przed komputerem czuję się po prostu świetnie, wręcz jak nowo narodzony. Warto biegać i tyle!
Teraz dane z biegu i wykres:
- odcinek: 5,43 km
- czas: 00:26:44
- średnie tempo: 4′55”
gru 20
Przeczytałem ostatnio kilka ciekawych artykułów odnośnie jedzenia i porozważałem wewnętrznie ich przesłanie przez kilka dni. Efekt taki, że postanowiłem cześć z nich wdrożyć, lecz na razie bez szaleństw.
Na pierwszy ogień poszło pozbycie się cukrów zbytecznych. Od poniedziałku przestałem słodzić herbatę, a zwykle sypałem dwie pełne łyżeczki. To samo z kawą zbożową – dolewam tylko trochę mleka. Jedynie raz dziennie pozwalam sobie na luksus i piję kawę z mlekiem, dosładzaną dwiema łyżeczkami cukru – coś od życia mi się przecież należy.
Nie zaglądam również do szafki ze słodyczami, a jak zaglądam, to zachowuję zimną krew i nic z niej nie zabieram – szczególnie teraz, kiedy przed świętami wypchana jest po brzegi
Nie ma jak to silna wola! Może tak na marginesie dodam, że chipsów nie jadłem od naprawdę długiego czasu – to dopiero była zaraza.
Podsumowując mijający tydzień – czuję się znacznie lepiej. Nie jestem zasłodzony i minęła mi dziwna senność (to pewnie od nadmiaru cukru w organizmie). Na wadze też jakby ubyło ponad pół kilograma (a byłem tylko dwa razy biegać). Ogólnie na plus.
Dodatkowo, jakiś czas temu, żona przekonała mnie do nowego dania. Jest ono strasznie proste w przyrządzeniu, a wydaje się (i pewnie jest) dość zdrowe.
Poniżej lista składników:
- pół jabłka
- pół pomarańczy
- musli
- otręby (ja miałem otręby granulowane z żurawiną)
- jogurt naturalny (150g)
Sposób przyrządzenia:
Jabłko i pomarańczę pokroić w małe kawałki, posypać musli i – jeśli ktoś lubi – otrębami. To wszystko zalać jogurtem i wymieszać.
Tak przyrządzony posiłek spożyć od razu
Jest bogaty w węglowodany, odżywczy i zdrowy. Smacznego.
Poniżej kilka fotek z procesu przygotowywania:
gru 17
Może powiecie, że mi kompletnie odbiło i jestem wariatem ale nieważne. W środę biegałem sobie. Pogoda jaka była, taka była, a ja sobie biegałem.
Dokładnie -7.5 st., 10cm warstwy śniegu (świeży opad) oraz padające płatki z nieba, dużo płatków. Ze względu na panujące warunki drogowo-chodnikowe pobiegłem moją najkrótszą trasą. Początkowo czułem mróz przy każdym oddechu, dlatego starałem się robić wdech wyłącznie nosem, a wydechy ustami. Taki tryb został mi na całej trasie biegu.
Biegło się niezbyt komfortowo, głównie z powodu zalegającego śniegu na chodnikach, jak i na ulicy. Temperatura nie doskwierała, jednak po powrocie do domu odkryłem że mam zimne uda, boczki oraz brzuch – eh ten tłuszcz…
Jako odczucie dodam, że ludzie poubierani w grube kurtki, okręceni szalikami i z wielkimi czapami patrzyli na mnie trochę dziwnie – ale ok
Może i trochę jestem wariatem, nie neguję tego, w końcu kto przy zdrowych zmysłach biega w takich warunkach… kto w ogóle biega!?
Jestem już zmęczony, idę zaraz spać. Poniżej dane dot. biegu (na pewno czas najwyższy na kalibrację Nike+):
- odcinek: 3,74 km
- czas: 00:17:25
- średnie tempo: 4′39”
oraz wykres:
gru 16
Szanowny małżonek odstąpił mi kawałek bloga… Jako że zna moją wrodzoną elokwencję, liczy pewnie, że przez to wzrośnie mu oglądalność…
Do rzeczy!
Nie pytajcie jak biegam. Ja biegi tylko ‘zaliczam’, bo o wynikach nie może być mowy. Tak sobie czasami myślę, że mogłabym być zabezpieczeniem medycznym imprezy (zbierać tych, którzy ‘padli’) albo mogłabym należeć do organizatorów (i zbierać oznakowanie trasy).
Mam jednak swoje małe sukcesy:
- na moim pierwszym biegu – Półmaratonie Katowickim (a raczej jego 7-kilometrowej części) – przebiegłam trasę bez zatrzymania się,
- na końcu IX Perły Paprocan (mój drugi bieg) wygrałam finisz z jakąś dziewczyną,
- w czasie XX Bieg Legionów (bieg nr 3) w Ustroniu wyprzedziłam kilku zawodników w połowie trasy (a mój brat wcześniej orzekł: nie ma bata, ona tego nie przebiegnie!),
- Bieg Barbórkowy w Rybniku ukończyłam bez zawału serca… i nawet w końcówce wyprzedziłam jakiegoś jegomościa (i dlatego byłam piąta od końca, hurra),
- Tyski Bieg pod Żyrafą to już same pasmo sukcesów: po kilometrze trasy najstarszy (!) uczestnik biegu zapytał mnie „Pani 2 km?” na co odparłam, że nie! 6! i do samego końca biegu siedziałam mu na ogonie…
Jaki zawodnik, takie sukcesy…
Ale też chyba kiedyś zaczynaliście…
gru 15
Zapisałem się z żonką na kolejne imprezy biegowe. W kolejności chronologicznej są to:
2009-12-31 :: Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009 (dystans 10km)
strona biegu: www.krakowskibiegsylwestrowy.pl
zapisy: online.datasport.pl/zapisy/kraksylw09/form/
2010-01-16 :: III Bieg Spełnionych Marzeń – Mysłowice (dystans 15km)
strona biegu: www.truchtacz.org/index.php?option=com_content&view=article&id=327
zapisy: zapisy.andycom.pl/application.aspx?id=129
Powyższe dane pochodzą z informacji przekazanych przez organizatorów tych imprez.
gru 15
Plan pierwotny był taki, że pójdę biegać dziś tj. we wtorek, jednak nie umiałem wysiedzieć w domu i po prostu musiałem wyjść.
Żona pojechała na siłownię, młode pokolenie smacznie spało w swoim łóżeczku, a ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nie chciałem spędzić wieczora przed telewizorem, a dalsze siedzenie przed kompem to mała przesada – należała mi się przecież przerwa, bo zostało mi do zrobienia jeszcze parę rzeczy tego wieczora.
Ubrałem swój super sportowy outfit (obcisłe spodnie, koszulka, kurtka typu windstopper soft-shell), na głowę czapka i wyszedłem pomimo ujemnej temperatury (-4 st.). Na początku było mi trochę zimno jednak truchcik rozgrzał mnie odpowiednio. Potem jeszcze parę ćwiczeń gibkosciowych i byłem gotowy go biegu. Wystartowałem.
Przez pierwsze półtora kilometra było mi trochę zimno w ręce (a najbardziej w kciuk; zapodziała mi się gdzieś jedna rękawiczka, muszę jej dziś poszukać) ale potem już organizm rozgrzał się na tyle, że dłonie zaczęły się pocić.
Przeczuwałem, że bieganie o tej porze roku po śniegu nie będzie zbyt przyjemnym doświadczeniem, bo wiadomo że ślisko. Jako że tak dokładnie było, pozostało mi biegnięcie po ulicy gdzie tylko mogłem, a mogłem przez pierwsze cztery kilometry. Później pozostał mi wyłącznie ośnieżony chodnik (na wykresie widać spadek tempa od tego momentu).
Bieg ukończyłem z uśmiechem na twarzy, nie zgrzałem się zbytnio, nie było mi również zimno, po prostu idealnie. No, może brak mi jeszcze odpowiedniej koszulki termoktywnej ale planuję wkrótcę taką nabyć, więc ubiór będę miał znakomity. Tempo bardzo zadawalające. Na dodatek nie zabolało mnie kolano. Pełny sukces, warto było wyjść i nie gnuśnieć w domu
Trochę liczb na koniec:
- odcinek: 7,06 km (chyba pora na ponowną kalibrację Nike+)
- czas: 00:32:55
- średnie tempo: 4′40”
… i wykres: