Biegacz zimową porą

Może powiecie, że mi kompletnie odbiło i jestem wariatem ale nieważne. W środę biegałem sobie. Pogoda jaka była, taka była, a ja sobie biegałem.

Dokładnie –7.5 st., 10cm warstwy śniegu (świeży opad) oraz padające płatki z nieba, dużo płatków. Ze względu na panujące warunki drogowo-chodnikowe pobiegłem moją najkrótszą trasą. Początkowo czułem mróz przy każdym oddechu, dlatego starałem się robić wdech wyłącznie nosem, a wydechy ustami. Taki tryb został mi na całej trasie biegu.

Biegło się niezbyt komfortowo, głównie z powodu zalegającego śniegu na chodnikach, jak i na ulicy. Temperatura nie doskwierała, jednak po powrocie do domu odkryłem że mam zimne uda, boczki oraz brzuch – eh ten tłuszcz…

Jako odczucie dodam, że ludzie poubierani w grube kurtki, okręceni szalikami i z wielkimi czapami patrzyli na mnie trochę dziwnie – ale ok :-) Może i trochę jestem wariatem, nie neguję tego, w końcu kto przy zdrowych zmysłach biega w takich warunkach… kto w ogóle biega!?

Jestem już zmęczony, idę zaraz spać. Poniżej dane dot. biegu (na pewno czas najwyższy na kalibrację Nike+):
– odcinek: 3,74 km
– czas: 00:17:25
– średnie tempo: 4′39”

oraz wykres:

2009-12-16-bieg
Be Sociable, Share!
  1. Na razie brak komentarzy.

  1. Na razie brak trackbacków

statystyki stron internetowych