Archiwum dla Grudzień, 2009

Biegacz zimową porą

Może powiecie, że mi kompletnie odbiło i jestem wariatem ale nieważne. W środę biegałem sobie. Pogoda jaka była, taka była, a ja sobie biegałem.

Dokładnie -7.5 st., 10cm warstwy śniegu (świeży opad) oraz padające płatki z nieba, dużo płatków. Ze względu na panujące warunki drogowo-chodnikowe pobiegłem moją najkrótszą trasą. Początkowo czułem mróz przy każdym oddechu, dlatego starałem się robić wdech wyłącznie nosem, a wydechy ustami. Taki tryb został mi na całej trasie biegu.

Biegło się niezbyt komfortowo, głównie z powodu zalegającego śniegu na chodnikach, jak i na ulicy. Temperatura nie doskwierała, jednak po powrocie do domu odkryłem że mam zimne uda, boczki oraz brzuch – eh ten tłuszcz…

Jako odczucie dodam, że ludzie poubierani w grube kurtki, okręceni szalikami i z wielkimi czapami patrzyli na mnie trochę dziwnie – ale ok :-) Może i trochę jestem wariatem, nie neguję tego, w końcu kto przy zdrowych zmysłach biega w takich warunkach… kto w ogóle biega!?

Jestem już zmęczony, idę zaraz spać. Poniżej dane dot. biegu (na pewno czas najwyższy na kalibrację Nike+):
- odcinek: 3,74 km
- czas: 00:17:25
- średnie tempo: 4′39”

oraz wykres:

2009-12-16-bieg

Moje małe sukcesy

Szanowny małżonek odstąpił mi kawałek bloga… Jako że zna moją wrodzoną elokwencję, liczy pewnie, że przez to wzrośnie mu oglądalność…
Do rzeczy!

Nie pytajcie jak biegam. Ja biegi tylko ‘zaliczam’, bo o wynikach nie może być mowy. Tak sobie czasami myślę, że mogłabym być zabezpieczeniem medycznym imprezy (zbierać tych, którzy ‘padli’) albo mogłabym należeć do organizatorów (i zbierać oznakowanie trasy).

Mam jednak swoje małe sukcesy:
- na  moim pierwszym biegu – Półmaratonie Katowickim (a raczej jego 7-kilometrowej części)  – przebiegłam trasę bez zatrzymania się,
- na końcu IX Perły Paprocan (mój drugi bieg) wygrałam finisz z jakąś dziewczyną,
- w czasie XX Bieg Legionów (bieg nr 3) w Ustroniu wyprzedziłam kilku zawodników w połowie trasy (a mój brat wcześniej orzekł: nie ma bata, ona tego nie przebiegnie!),
- Bieg Barbórkowy w Rybniku ukończyłam bez zawału serca…  i nawet w końcówce wyprzedziłam jakiegoś jegomościa (i dlatego byłam piąta od końca, hurra),
- Tyski Bieg pod Żyrafą to już same pasmo sukcesów: po kilometrze trasy najstarszy (!) uczestnik biegu zapytał mnie „Pani 2 km?” na co odparłam, że nie! 6! i do samego końca biegu siedziałam mu na ogonie…

Jaki zawodnik, takie sukcesy…
Ale też chyba kiedyś zaczynaliście…

Kolejne starty już zaplanowane

Zapisałem się z żonką na kolejne imprezy biegowe. W kolejności chronologicznej są to:

2009-12-krakowski-bieg-sylwestrowy-logo 2009-12-31 :: Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009 (dystans 10km)
strona biegu: www.krakowskibiegsylwestrowy.pl
zapisy: online.datasport.pl/zapisy/kraksylw09/form/

2009-12-krakowski-bieg-sylwestrowy-mapa
.

2009-12-bieg-spelnionych-marzen-logo 2010-01-16 :: III Bieg Spełnionych Marzeń – Mysłowice (dystans 15km)
strona biegu: www.truchtacz.org/index.php?option=com_content&view=article&id=327
zapisy: zapisy.andycom.pl/application.aspx?id=129

2009-12-bieg-spelnionych-marzen-mapa
.

Powyższe dane pochodzą z informacji przekazanych przez organizatorów tych imprez.

Pierwsze bieganie w mrozie (-4 st.)

Plan pierwotny był taki, że pójdę biegać dziś tj. we wtorek, jednak nie umiałem wysiedzieć w domu i po prostu musiałem wyjść.

Żona pojechała na siłownię, młode pokolenie smacznie spało w swoim łóżeczku, a ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nie chciałem spędzić wieczora przed telewizorem, a dalsze siedzenie przed kompem to mała przesada – należała mi się przecież przerwa, bo zostało mi do zrobienia jeszcze parę rzeczy tego wieczora.

Ubrałem swój super sportowy outfit (obcisłe spodnie, koszulka, kurtka typu windstopper soft-shell), na głowę czapka i wyszedłem pomimo ujemnej temperatury (-4 st.). Na początku było mi trochę zimno jednak truchcik rozgrzał mnie odpowiednio. Potem jeszcze parę ćwiczeń gibkosciowych i byłem gotowy go biegu. Wystartowałem.

Przez pierwsze półtora kilometra było mi trochę zimno w ręce (a najbardziej w kciuk; zapodziała mi się gdzieś jedna rękawiczka, muszę jej dziś poszukać) ale potem już organizm rozgrzał się na tyle, że dłonie zaczęły się pocić.

Przeczuwałem, że bieganie o tej porze roku po śniegu nie będzie zbyt przyjemnym doświadczeniem, bo wiadomo że ślisko. Jako że tak dokładnie było, pozostało mi biegnięcie po ulicy gdzie tylko mogłem, a mogłem przez pierwsze cztery kilometry. Później pozostał mi wyłącznie ośnieżony chodnik (na wykresie widać spadek tempa od tego momentu).

Bieg ukończyłem z uśmiechem na twarzy, nie zgrzałem się zbytnio, nie było mi również zimno, po prostu idealnie. No, może brak mi jeszcze odpowiedniej koszulki termoktywnej ale planuję wkrótcę taką nabyć, więc ubiór będę miał znakomity. Tempo bardzo zadawalające. Na dodatek nie zabolało mnie kolano. Pełny sukces, warto było wyjść i nie gnuśnieć w domu ;-)

Trochę liczb na koniec:
- odcinek: 7,06 km (chyba pora na ponowną kalibrację Nike+)
- czas: 00:32:55
- średnie tempo: 4′40”

… i wykres:

2009-12-14-bieg

Jak odżywiać się prawidłowo?

Przeczesując internet, natknąłem się przed paroma minutami na bardzo wartościowy artykuł dotyczący odpowiedniej diety (w serwisie bieganie.com.pl). Opisane w nim były wszelkie mechanizmy biochemiczne zachodzące w organizmie oraz to, jak różne potrawy mają na nie wpływ. Moim zdaniem, warto zaznajomić się – i co najważniejsze – spróbować ulepszyć swoją codzienną dietę poprzez zastosowanie wskazówek z tego tekstu.

Poniżej link, szczerze polecam:
http://www.bieganie.com.pl/joomla/index.php?option=com_content&task=view&id=111

zdrowe-posilki-bieganie-pl-sxc-hu
Foto: sxc.hu

„Rewelacyjny finisz zawodnika w czarnym dresie…”

Takimi słowami spiker podsumował mój dobieg do mety, na dzisiejszym biegu z okazji 75-lecia Tychów w parku miejskim pod „Żyrafą„. Walka była zacięta, nie powiem, musiałem wrzucić tryb turbo, aby obronić swoją pozycję. Którą pozycję – tego jeszcze nie wiem – nie ma nigdzie w internecie wyników, a my (biegłem z żonką, której gratuluję postępów) od razu po biegu zmyliśmy się do domu.

Podczas jazdy do Tychów padał śnieg, temperatura spadła do 0 / -1 stopnia, na szczęście podczas biegu już nie padało. Czuć było za to niską temperaturę, lecz nie daliśmy się i dzięki dobrej rozgrzewce utrzymanie temperatury powiodło się.

Wszystko poszło fajnie ale dałem ciała z początkiem. Nie wiedzieć czemu wystartowałem i utrzymywałem mocne tempo, dorównując zawodowcom – niestety, tylko przez pierwsze 150-200 metrów. Potem zwalniałem, aż zszedłem do mojej nominalnej prędkości. Taktyka fatalna, szkoda słów. Porażka. Amatorstwo pełną gębą. Wstyd. Shame on me…

Całość wspominałbym zdecydowanie jako mocno nieudany występ, gdyby nie wspomniana w tytule i we wstępie końcówka, dzięki której mam dobry humor aż do teraz :-) Podobno „ostatnie 100 metrów biegnie się wyłącznie charakterem”.

Tradycyjnie już, dane dotyczące biegu i wykres (dane trochę niedokładne, ponieważ wyłączyłem zliczanie kilkanaście/dziesiąt sekund po przekroczeniu linii mety):
- odcinek: 6,36 km
- czas: 00:30:01
- średnie tempo: 4′44”

2009-12-12-bieg

Ps. Pierwszy raz z mojej biegowej karierze podrażniłem sobie sutek – było zimno, sutki trochę stanęły na baczność, a w bluzie miałem dokumenty (na wysokości lewego sutka) no i nieszczęście gotowe. Prawy sutek czuje się świetnie ;-)

statystyki stron internetowych