Jako, że na bieganiu świat się nie kończy, w środę pojechaliśmy w pobliskie górki (do Istebnej). Warunki drogowe były fatalne ale po jakichś dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce.

Na szczęście na stoku nie było zbyt wielu zjeżdżających więc trochę sobie użyliśmy – żona na snowboardzie (jeździ od roku ale radzi już sobie naprawdę dobrze), a ja na nartach. Temperatura niezbyt niska, bo około -4 stopnie, a świeży opad i sztuczne dośnieżanie zakryło zlodowacenia i połacie odkrytego terenu.

Ogólnie wyjazd na plus, choć bieganie jest jakoś bardziej sexi ;-)

2010-01-06-istebna-stok
Kliknij i podziel się tym atykułem ze znajomymi:
  • Wykop
  • Gwar
  • Facebook
  • Google Bookmarks
  • Technorati
  • LinkedIn
  • MySpace
  • del.icio.us
  • Digg