Jako, że na bieganiu świat się nie kończy, w środę pojechaliśmy w pobliskie górki (do Istebnej). Warunki drogowe były fatalne ale po jakichś dwóch godzinach jazdy dotarliśmy na miejsce.
Na szczęście na stoku nie było zbyt wielu zjeżdżających więc trochę sobie użyliśmy – żona na snowboardzie (jeździ od roku ale radzi już sobie naprawdę dobrze), a ja na nartach. Temperatura niezbyt niska, bo około -4 stopnie, a świeży opad i sztuczne dośnieżanie zakryło zlodowacenia i połacie odkrytego terenu.
Ogólnie wyjazd na plus, choć bieganie jest jakoś bardziej sexi