Archiwum dla kategorii ‘ Okiem żony

Postępy!!!

No proszę! Dwa biegi i dwa razy: pięknie, pięknie, pięknie!

W zeszłą niedzielę zaliczyliśmy z mężem XII Perłę Paprocan. Warunki były hardkorowe (tak myślałam do dziś ale o tym później). Na 3 km zaczęła się śnieżyca ale wcześniej zdążyłam zamoczyć całkowicie oba buty w śniego-kałużach, więc padający śnieg stanowił tylko uzupełnienie ‚rozrywki’. Miałam w planach czternastkę. Z powodów wymienionych wyżej skończyłam na siódemce…. ale i tak było pięknie, bo poprawiłam czas z XI Perły o 2,5 minuty.

Dzisiaj za to pokonałam trasę III Biegu Spełnionych Marzeń. Nie ‚zaliczyłam‚ ale pięknie pokonałam. Pierwszy raz w życiu przebiegłam 15 km i to – jak dla mnie – w całkiem ładnym stylu. Zważywszy na mały Mont Ventoux pojawiający się dwa razy i na grząski śnieg, poszło mi pięknie!

Pięknie należy też pochwalić organizatorów, bo choć tych dwóch biegów nie można porównywać (i to nie tylko ze względu na frekwencję), oba zostały zorganizowane bardzo dobrze. Oba były też zdecydowanie niepowtarzalne…

…choć dziś znalazł się taki jeden, który stwierdził, że ‚no mogli odśnieżyć tę trasę’ 😉 … ale jego nazwisko przemilczę…

Na koniec jeszcze małe pozdrowienia dla Ani z KRK, która towarzyszyła mi dzisiaj na trasie.

Ps. Kilkakrotnie dziś powykręcałam sobie kostki (w takich warunkach nic dziwnego). Jedna boli. Mam nadzieję, że to tylko przemęczenie…

Krakowska życiówka ;-)

Magiczna bariera 10 km w godzinę POKONANA! I to nawet z maleńkim zapasem. Jestem wielka 😉

Ok, już dobrze, uspokajam się i przechodzę do konkretów.
Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009 zdecydowanie mogę zaliczyć do udanych. Przebiegłam cała trasę bez zatrzymania, bez zadyszki w niecałe 59 minut. Na mecie byłam 350., a za mną przybiegło jeszcze ok. stu zawodników.

Jednymi słowy PLUS. Plus dla mnie ale także plus dla organizatorów, bo – trzeba przyznać – cała impreza została przygotowana bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć idealnie. Sprawne wydawanie numerów startowych i pakietów (całkiem fajnych), duża i ciepła szatnia, odśnieżona trasa, ciepłe napoje na mecie itp. Można byłoby się przyczepić do startu vipów (o czym już wspomniał małżonek) i do ‚kibiców’ na trasie, ale o kibico-gapiach jeszcze kiedyś napiszę, więc na razie cicho sza.

Bieg był OK. Atmosfera super. Przebrania biegaczy rewelacyjne. 31 grudnia 2010r. obecność obowiązkowa!  Przyjedźcie też!

Ps. Za 11 dni III Bieg Spełnionych Marzeń. 15 km. Mega górki. Umrę, umrę na bank. Jak nie na pierwszej pętli, to na drugiej…

Moje małe sukcesy

Szanowny małżonek odstąpił mi kawałek bloga… Jako że zna moją wrodzoną elokwencję, liczy pewnie, że przez to wzrośnie mu oglądalność…
Do rzeczy!

Nie pytajcie jak biegam. Ja biegi tylko ‚zaliczam’, bo o wynikach nie może być mowy. Tak sobie czasami myślę, że mogłabym być zabezpieczeniem medycznym imprezy (zbierać tych, którzy ‚padli’) albo mogłabym należeć do organizatorów (i zbierać oznakowanie trasy).

Mam jednak swoje małe sukcesy:
– na  moim pierwszym biegu – Półmaratonie Katowickim (a raczej jego 7-kilometrowej części)  – przebiegłam trasę bez zatrzymania się,
– na końcu IX Perły Paprocan (mój drugi bieg) wygrałam finisz z jakąś dziewczyną,
– w czasie XX Bieg Legionów (bieg nr 3) w Ustroniu wyprzedziłam kilku zawodników w połowie trasy (a mój brat wcześniej orzekł: nie ma bata, ona tego nie przebiegnie!),
Bieg Barbórkowy w Rybniku ukończyłam bez zawału serca…  i nawet w końcówce wyprzedziłam jakiegoś jegomościa (i dlatego byłam piąta od końca, hurra),
Tyski Bieg pod Żyrafą to już same pasmo sukcesów: po kilometrze trasy najstarszy (!) uczestnik biegu zapytał mnie „Pani 2 km?” na co odparłam, że nie! 6! i do samego końca biegu siedziałam mu na ogonie…

Jaki zawodnik, takie sukcesy…
Ale też chyba kiedyś zaczynaliście…

statystyki stron internetowych