Wpisy otagowane ‘ bieg ulicami miasta

Międzyświąteczny bieg

Piewszego dnia świąt, po dwóch dniach przerwy postanowiłem pobiegać. Nie objadałem się zbytnio ani w Wigilię, ani dnia następnego, bo wiedziałem że nie będzie mi to służyło.

Wyszedłem wieczorem, około cztery godziny po obiedzie. Na chodniku i ulicy nie było już ani grama śniegu. Temperatura wręcz wczesnowiosenna, bo około 10 stopni na plus. Biegło się fajnie, ale dość ciężko mi było się rozkulać i kulać – czyżby jedna to świątecznie jedzenie mi tak ciążyło?

Wniosek z tego biegu na pewno taki, że trzeba zagęścić tydzień i biegać częściej – oczywiście w miarę możliwości oraz za wszelką cenę pilnować tego ile, i co się je.

Dane i wykresik:
- odcinek: 4,26 km
- czas: 00:19:47
- średnie tempo: 4′38”

2009-12-25-bieg

Pierwsze bieganie w mrozie (-4 st.)

Plan pierwotny był taki, że pójdę biegać dziś tj. we wtorek, jednak nie umiałem wysiedzieć w domu i po prostu musiałem wyjść.

Żona pojechała na siłownię, młode pokolenie smacznie spało w swoim łóżeczku, a ja nie wiedziałem co ze sobą zrobić. Nie chciałem spędzić wieczora przed telewizorem, a dalsze siedzenie przed kompem to mała przesada – należała mi się przecież przerwa, bo zostało mi do zrobienia jeszcze parę rzeczy tego wieczora.

Ubrałem swój super sportowy outfit (obcisłe spodnie, koszulka, kurtka typu windstopper soft-shell), na głowę czapka i wyszedłem pomimo ujemnej temperatury (-4 st.). Na początku było mi trochę zimno jednak truchcik rozgrzał mnie odpowiednio. Potem jeszcze parę ćwiczeń gibkosciowych i byłem gotowy go biegu. Wystartowałem.

Przez pierwsze półtora kilometra było mi trochę zimno w ręce (a najbardziej w kciuk; zapodziała mi się gdzieś jedna rękawiczka, muszę jej dziś poszukać) ale potem już organizm rozgrzał się na tyle, że dłonie zaczęły się pocić.

Przeczuwałem, że bieganie o tej porze roku po śniegu nie będzie zbyt przyjemnym doświadczeniem, bo wiadomo że ślisko. Jako że tak dokładnie było, pozostało mi biegnięcie po ulicy gdzie tylko mogłem, a mogłem przez pierwsze cztery kilometry. Później pozostał mi wyłącznie ośnieżony chodnik (na wykresie widać spadek tempa od tego momentu).

Bieg ukończyłem z uśmiechem na twarzy, nie zgrzałem się zbytnio, nie było mi również zimno, po prostu idealnie. No, może brak mi jeszcze odpowiedniej koszulki termoktywnej ale planuję wkrótcę taką nabyć, więc ubiór będę miał znakomity. Tempo bardzo zadawalające. Na dodatek nie zabolało mnie kolano. Pełny sukces, warto było wyjść i nie gnuśnieć w domu ;-)

Trochę liczb na koniec:
- odcinek: 7,06 km (chyba pora na ponowną kalibrację Nike+)
- czas: 00:32:55
- średnie tempo: 4′40”

… i wykres:

2009-12-14-bieg

Moja pierwsza quasiwycieczka biegowa

W środę odwiedził nas mój szwagier. Było miło, choć zbyt wiele nie porozmawialiśmy z racji tego, że ganiałem po domu za synem. Szwagier przygotowuje się do paryskiego maratonu i dużo czyta na temat biegania (biegać, biega również ;-) ). Część swojej wiedzy wylewa mi, więc korzystam na tym, nie powiem.

Tym razem wspomniał o wycieczkach biegowych. Podobno raz w tygodniu, głównie w okresie przygotowawczym wypada biegać co najmniej dwie godziny, biegiem ciągłym lub marszobiegiem – to dotyczy biegaczy niezaawansowanych. Jako, że ja jestem nadal takim wielkim amatorem, z pomocą Google Maps ułożyłem sobie trasę o długości 14.5km. Jej pokonanie estymowałem na około półtora godziny – czyli jak dla mnie ok. Tym bardziej, że miał to być mój pierwszy tak długi bieg.

No i muszę przyznać, że jakoś poszło, a może nawet lepiej niż jakoś. Trasa dość urozmaicona, bo wiele zbiegów i podbiegów lecz wyłącznie po chodnikach i ulicy. Odwiedziłem peryferia i główne ulice Chorzowa oraz Świętochłowic. Było naprawdę miło, szczególnie kiedy na wysokości chorzowskiej ulicy Wolności grupka młodocianych raperów/hip-hopowców uradowała się na mój widok, twierdząc że jestem ‘JOGINEM:-) Niech im tam będzie… czemu nie :-)

Na około jedenastym kilometrze odezwało się kolano, jednak trochę inaczej niż ostatnio i dało się spokojnie dobiec do końca. Oj martwi mnie to, chyba zainwestuję w bengay’a lub naproxen, może coś pomoże. Będę meldował.

Podsumowując, bieg uważam za bardzo udany, postaram się aby raz w tygodniu przebiec się tą trasą, a może nawet i dłuższą, tylko gdzie…

Bieg w liczbach:
- odcinek: 14,54 km
- czas: 01:18:16
- średnie tempo: 5′23”

… i na wykresie:

2009-12-10-bieg

ps. dziękuję żonie za wielką wyrozumiałość :-*

Zdjęcia – V Bieg Barbórkowy – Rybnik 2009

Poniżej kilkadziesiąc fotek z dzisiejszego biegu w Rybniku. Może wieczorek sklecę notkę o tym jak nam poszło. Nam, ponieważ startowaliśmy w trójkę: moja żonka, szwagier i ja :-) Cóż za team!

Aktualizacja: fotki mają już o wiele mniejszy rozmiar (no i napis nie jest taki nachalny).

5,36km ulicami Chorzowa

Od soboty zrobiłem sobie kilkudniową przerwę w bieganiu, aż do dziś. Początkowo zamierzałem przebiec mój ulubiony ostatnio odcinek 6,7km, jednak na trzecim kilometrze, na odcinku pod górkę, odezwało się prawe kolano. Jakby nadwyrężenie. Dlatego skróciłem trasę i zamknąłem dzień dystansem 5,36km.

Wracając do biegu. Tym razem zacząłem od rozgrzewki – żarty się skończyły, a o kontuzję zbyt łatwo. Rozgrzewka trwała nie dłużej niż 5 minut. Składała się z truchtu, ćwiczeń rozciągających oraz skipów A, B i C. Nie powiem, biegło się łatwiej, nie dopadło mnie tradycyjne chwilowe wycieńczenie w okolicach 600m i na drugim kilometrze, jednak tempo pozostawia trochę do życzenia. Chcę zejść do średniego tempa 4’30” na km, na trasie 6,7km, a docelowo na dystansie 10km. Do celu jeszcze daleko, jednak wiem, że leży to w moim zasięgu.

Co do trasy, to płaska nie jest. Jest kilka podbiegów i zbiegów. Do tego bieg głównie chodnikiem i drogą asfaltową z wielkimi dziurami, gdzieniegdzie w remoncie. 2/3 trasy wiedzie drogami o małym natężeniu ruchu, natomiast pozostała część to bieg przy głównej ulicy, gdzie samochodów i autobusów jeździ całkiem sporo, aut dostawczych nieco mniej.

Samopoczucie i samozadowolenie po biegu dobre!

Podsumowanie biegu:
- odcinek: 5,36 km
- czas: 00:25:39
- średnie tempo: 4’47”

2009-11-18-bieg-5-36km
statystyki stron internetowych