Wpisy otagowane ‘ bieganie zimą

Biegiem wokół Jeziora Paprocańskiego

W zeszłą niedzielę miałem przyjemność uczestniczenia w XII Perle Paprocan – mój debiucik. Moja żona biegła już w poprzedniej edycji, więc znała trasę doskonale – ja poznajem ją z jej opowieści, map google’a i zumi oraz przeglądając kilka galerii internetowych z wcześniejszych biegów. Choć trasa jest dość banalna i nie wymaga doszkalania, czy też uczenia się jej na pamięć, to na ostatnich trzech kilometrach trzeba wiedzieć, w które rozgałęzienia leśnych dróżek skręcać.

Pogoda do kilkunastu minut przed startem była bardzo zachęcająca, brak opadów i temperatura delikatnie poniżej zera stopni. Niestety w trakcie rozgrzewki zaczął padać śnieg, i stopniowo opad stawał się coraz bardziej obfity. Do tego stopnia, że wraz z nasilonym wiatrem uderzał prosto w twarz. Było to dość nieprzyjemne uczucie.

Po kilkunastu minutach biegu moje okulary wylądowały w kieszeni, bo strasznie parowały i w sumie bardziej przeszkadzały niż pomagały. Na szczęście moja wada wzroku nie  jest zbyt poważna i widziałem gdzie biegnę. Ba! świetnie dostrzegałem nawet uciekających mi biegaczy ;-)

Pierwsze trzy kilometry biegło się gęsiego, co jakiś czas wyprzedzając biegnących wolniejszym tempem, uważając przy tym na podmokły śnieg i małe zlodowacenia, pod którymi kryła się woda. Nie było siły, buty przemokły, na szczęście chłód odczuwałem przez dosłownie moment, potem wracało ciepełko.

Minusem tego wszystkiego było to, że podmokła skarpetka, ocierając się delikatnie o wnętrze buta, pocierała również moje śródstopie (może to przez mojego platfusa?). Po piątkowym biegu miałem tam już niefajne przetarcie, a niedzielny bieg tylko pogorszył jego stan, zdzierając naskórek aż do mięsa. Widok nieciekawy, więc podaruję sobie dalszych opisów.

Wieczorem kupiłem tubkę maści bepanthen i smarowałem kilka razy dziennie aż do dziś. Ograniczyłem również bieganie do zera. Pomogło, rana zagoiła się, jednak kiedy uciskam to miejsce, czuję ból, a jutro bierzemy udział w kolejnym biegu w Mysłowicach (III Bieg Spełnionych Marzeń). Planuję zabezpieczyć to miejsce plastrem i bandażem elastycznym. Mam nadzieję, że nie pokaleczę znowu stopy.

Rozpisałem się trochę nie na temat. Trudno. Wracając jeszcze do biegu.

Mieliśmy z żoną trochę inne założenia, jednak skorygowała je pogoda i warunki na trasie. Żona chciała przebiec 14km, natomiast ja 21km, czyli półmaraton. Niestety skończyło się na 7km i 14km. Jesteśmy jednak i tak bardzo zadowoleni z siebie. Kiedy inni jeszcze krzątali się bez składu w tym niedzielnym poranku, my zaliczyliśmy całkiem fajny bieg. Na pewno tu wrócimy w kolejnej edycji już 7 marca! A jak Ty planujesz spędzić ten dzień? ;-)

Poniżej jeszcze dane mojej opaski:
- odcinek: 15,36 km (czy pisałem już, że muszę ją skalibrować? :P )
- czas: 01:19:32 (zatrzymałem stoper podczas drogi do samochodu)
- średnie tempo: 5′11”

Dane wg czasu i dystansu podanego przez organizatora:
- odcinek: 14 km
- czas: 01:17:09
- średnie tempo: 5′30”

Wykres tempa biegu:
2010-01-10-bieg

Czwartek i piątek

W czwartek i piątek pobiegałem sporo. Łącznie wyszło około 20 kilometrów – biorąc poprawkę na wskazania Nike+.

Pisząc krótko: był śnieg na trasie, było dość ślisko, a temperatura oscylowała wokół -4 stopni Celsjusza.

W piątek było gorzej, bo padał śnieg, a momentami pojawiała się zadymka, która miała mi zawsze prosto w twarz – nieważne w którą biegłem stronę – ot, zjawisko :-)

Tego dnia zrobił mi się też odcisk. Mokra skarpetka obcierała o śródstopie z jednej strony i o buta z drugiej. Zaczęło się to na około dziewiątym kilometrze. Początkowo myślałem, że coś wpadło mi do środka buta, jednak szybko pozbyłem się tego złudzenia.

Podczas biegu bolała mnie też prawa zewnętrzna część prawego kolana – jednak było to chwilowe. Trwało maksymalnie jeden, no może półtora kilometra. Ból ustał i później już nie wrócił.

Poza tymi zdarzeniami wszystko było ok. Po powrocie do domu i okąpaniu się, wróciłem do domowych zajęć.

Tak na marginesie dodam, że cieszę się niezmiernie, że mój organizm tak dobrze radzi sobie z bieganiem (inni niestety nie mają takiego szczęścia :-( ale trzymam kciuki).

Poniżej zestawienie dotyczące obu biegów:

2010-01-07-bieg Czwartek, 7. stycznia 2010
- odcinek: 5,71 km
- czas: 00:26:34
- średnie tempo: 4′39”

+

2010-01-08-bieg Piątek, 8. stycznia 2010
- odcinek: 15,98 km
- czas: 01:21:57
- średnie tempo: 5′08”

Ps. Pewnie zauważyliście nowy kolor wykresów – Zielony – przebiegłem już 250 km z Nike+ i awansowałem do wyższej grupy :-)

3 dni pod rząd

Przez ostatnie trzy dni przebiegłem łącznie trochę około 17 kilometrów. To był mały test czy wytrzymam częstsze ‘treningi‘ i wydaje mi się, że go zdałem*.

Choć temperatura była niska, wahała się między -2°C, a -5°C, nie miałem z nią problemów. Po rozgrzewce i niecałych 10 minutach biegu nie czułem tego – znaczy się, mój nos nie odczuwał mrozu, bo reszta ciała była odpowiednio zabezpieczona. Ba! Miałem nawet rękawiczki!

Kondycja była w porządku, każdego następnego dnia nie odczuwałem zmęczenia, byłem wręcz rześki. Tempo do zaakceptowania, może oprócz biegu niedzielnego – miałem trochę za mocny początek, co odbiło się oczywiście na końcówce.

nike-buty-biegowe-318629-002 Największym problemem okazało się dla mnie podłoże. Biegało mi się przez nie wstrętnie. Choć poślizg stopy nie był wielki, męczyłem się ja, a przez to moja psychika. Stopa nie odbijała się od podłoża jak należy, tylko dryfowała nieco do tyłu, takim sposobem męczyły mi się paskudnie achillesy. nike-buty-biegowe-318092-141 Doszedłem do wniosku, że to problem zbyt słabego protektora w moich butach (Nike 318629-002 / czarne). Żona ma trochę mocniejszy (Nike 318092-141 AIR ZOOM STRUCTURE T-MAX białe+niebieskie) i nie doświadcza tego problemu – nie ślizga się podczas biegu.

Doszło do tego, że biegłem ulicą nawet tam, gdzie wcześniej by mi to nie przyszło do głowy (z powodu ruchu samochodów), byle tylko unikać śniegu i lodu zalegającego na chodniku. Na szczęście ów ruch był nikły i obyło się bez ofiar ;-)

Z ciekawostek dodam, że podczas moich biegów spotkałem już trzech innych biegaczy mających podobną trasę do mojej. Niestety, nie znam żadnego z nich, jednak to bardzo miłe, że jest komu powiedzieć ‘cześć‘ po drodze – fajny to zwyczaj.

Poniżej trzydniowe zestawienie wyników biegów.

2010-01-03-bieg Niedziela, 3. stycznia 2010
- odcinek: 5,75 km
- czas: 00:25:42
- średnie tempo: 4′28”

+

2010-01-04-bieg Poniedziałek, 4. stycznia 2010
- odcinek: 5,66 km
- czas: 00:25:58
- średnie tempo: 4′35”

+

2010-01-05-bieg Wtorek, 5. stycznia 2010
- odcinek: 5,61 km
- czas: 00:25:46
- średnie tempo: 4′35”

* – mam pewien cel – o nim już wkrótce…

Krakowska życiówka ;-)

Magiczna bariera 10 km w godzinę POKONANA! I to nawet z maleńkim zapasem. Jestem wielka ;-)

Ok, już dobrze, uspokajam się i przechodzę do konkretów.
Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009 zdecydowanie mogę zaliczyć do udanych. Przebiegłam cała trasę bez zatrzymania, bez zadyszki w niecałe 59 minut. Na mecie byłam 350., a za mną przybiegło jeszcze ok. stu zawodników.

Jednymi słowy PLUS. Plus dla mnie ale także plus dla organizatorów, bo – trzeba przyznać – cała impreza została przygotowana bardzo dobrze, żeby nie powiedzieć idealnie. Sprawne wydawanie numerów startowych i pakietów (całkiem fajnych), duża i ciepła szatnia, odśnieżona trasa, ciepłe napoje na mecie itp. Można byłoby się przyczepić do startu vipów (o czym już wspomniał małżonek) i do ‘kibiców’ na trasie, ale o kibico-gapiach jeszcze kiedyś napiszę, więc na razie cicho sza.

Bieg był OK. Atmosfera super. Przebrania biegaczy rewelacyjne. 31 grudnia 2010r. obecność obowiązkowa!  Przyjedźcie też!

Ps. Za 11 dni III Bieg Spełnionych Marzeń. 15 km. Mega górki. Umrę, umrę na bank. Jak nie na pierwszej pętli, to na drugiej…

Jak to się w Krakowie biegało

Wyjazd na pół dnia do Krakowa wymagał małej operacji logistycznej. Wstaliśmy o 7 rano, ja pojechałem po świeże bułeczki, a żona w tym czasie przygotowała Olka. Potem śniadanie – oczywiście na słodko, jak to przed zawodami. Później jeszcze zawieźliśmy Małego do babci, aby zaopiekowała się nim podczas naszej nieobecności. I można było jechać.

Droga minęła szybko, pomimo niesprzyjającej aury ale za to w dobrym towarzystwie. Na miejscu byliśmy sporo przed godziną 11. Dużo czasu na odebranie numerków, przebranie się i przeprowadzenie rozgrzewki.

Tutaj muszę jeszcze dopisać, że organizatorzy stanęli na wysokości zadania. To nie to samo co Bieg Legionów w Ustroniu, gdzie organizatorka wrzeszczała na licznie przybyłych zawodników – ale o tym może w innym wpisie ;-)  Bieg Sylwestrowy w Krakowie to kawał świetnie zorganizowanej imprezy i tyle, nie ma co porównywać…

Wracając do biegu. Po rozgrzewce stanęliśmy przed linią startu i czekaliśmy na umówiony znak sygnał. Robiło się bardzo ciasno, a pierwsze paręnaście metrów dosłownie przemaszerowaliśmy, bo nie było szansy znaleźć więcej miejsca na swobodny bieg. Świadczy to tylko o tym, że zawodników było sporo, ponad 600 osób wystartowało do obu biegów: na 5km (co jednak okazało się dystansem ok. 4,3km)  do naszego o długości 10km (tu odległość zgadzała się idealnie).

Jak się później okazało (po oglądnięciu kilku reportaży z biegu), do tego ciasnego startu przyczynił się – nie bez znaczenia – powolny start VIPów. Stali w pierwszej linii obok siebie i blokowali zawodników, tworząc wąskie gardło. Zachowanie nieco nie fair – jak na tak uznanych zawodników. Ale co tam, ważne że udało się nam w końcu przebić.

Trasa prowadziła z Krakowskiego Rynku, ulicą Floriańską, potem skręt w prawą stronę i bieg Plantami, następnie przebiegnięcie obok Zamku KrólewskiegoSmoka Wawelskiego i bulwarami wzdłuż Wisły aż do wysokości Galerii Kazimierz, następnie nawrót i z powrotem obok Zamku, Plantami (z drugiej strony) i wlot ulicą Floriańską do mety na Rynku.

Biegło się w większości po asfalcie. Trasa była dobrze przygotowana, oznaczona i odśnieżona (kiedy szliśmy się zapisać, pługi jeszcze prowadziły swoje prace). Różnica wysokości chyba nieznaczna, w sumie tylko jeden około 30-metrowy zbieg, a potem podbieg przy bulwarach nad Wisłą. Pogoda też dopisała, temperatura w okolicach zera, brak opadów, choć padał śnieg jeszcze przed południem.

Bieg ten wyróżniał się jeszcze czymś. Konwencja pozwalała na start w przebraniach, do czego szczególnie zachęcać biegaczy nie trzeba było. Spisali się na medal, a ich inwencja twórcza zasługuje na szczególne uznanie. W poprzednim wpisie można pooglądać zdjęcia, na których doskonale widać ich kreatywność.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA Ja mogę pochwalić się 162. miejscem z czasem 48’50”. Od ulicy Floriańskiej nabierałem mocnego przyspieszenia, aby przed metą zdążyć wyprzedzić kilkunastu biegaczy – oj ta siła obserwującego i kibicującego (nie wszyscy niestety) tłumu. Wykres z biegu pokazał mi średnie tempo na ostatnim kilometrze 3’50” :-) Połechtało mnie to, nie ma co.

Gratuluję też mojej żonie, która zeszła poniżej 1 godziny, co uważam za jej duży sukces i sygnał, że rwać kolejne sekundy czas zacząć ;-)

Podsumowując, za rok na pewno ponownie wystąpimy w tym biegu. Może nawet w przebraniu, któż to wie. Was też do tego namawiam, trochę ruchu na pewno nie zaszkodzi.

Tak wyglądał mój bieg według wszystkowiedzącej opaski:
- odcinek: 10,24 km (kiedy znajdę czas na kalibrację??)
- czas: 00:49:04
- średnie tempo: 4′47”

2009-12-31-bieg

Zdjęcia: Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009

Super zdjęcia z super biegu – zapraszam do oglądania. Na marginesie dodam, że Krakowski Bieg Sylwestrowy 2009 to udana i bardzo dobrze zorganizowana impreza biegowa.

ps. Więcej informacji nt. naszego (mojego i żony) występu, już wkrótce…

statystyki stron internetowych