Wpisy otagowane ‘ perła paprocan

XIV Perła Paprocan – Tychy – Paprocany – 07-11-2010

Nazwa imprezy
XIV Perła Paprocan
When
niedziela, Listopad 7, 2010
brak info - All Ages Buy Tickets
Where
Paprocany (map)
Tychy
Other Info
http://www.perlapaprocan.pl

« Back to the calendar

Postępy!!!

No proszę! Dwa biegi i dwa razy: pięknie, pięknie, pięknie!

W zeszłą niedzielę zaliczyliśmy z mężem XII Perłę Paprocan. Warunki były hardkorowe (tak myślałam do dziś ale o tym później). Na 3 km zaczęła się śnieżyca ale wcześniej zdążyłam zamoczyć całkowicie oba buty w śniego-kałużach, więc padający śnieg stanowił tylko uzupełnienie ‚rozrywki’. Miałam w planach czternastkę. Z powodów wymienionych wyżej skończyłam na siódemce…. ale i tak było pięknie, bo poprawiłam czas z XI Perły o 2,5 minuty.

Dzisiaj za to pokonałam trasę III Biegu Spełnionych Marzeń. Nie ‚zaliczyłam‚ ale pięknie pokonałam. Pierwszy raz w życiu przebiegłam 15 km i to – jak dla mnie – w całkiem ładnym stylu. Zważywszy na mały Mont Ventoux pojawiający się dwa razy i na grząski śnieg, poszło mi pięknie!

Pięknie należy też pochwalić organizatorów, bo choć tych dwóch biegów nie można porównywać (i to nie tylko ze względu na frekwencję), oba zostały zorganizowane bardzo dobrze. Oba były też zdecydowanie niepowtarzalne…

…choć dziś znalazł się taki jeden, który stwierdził, że ‚no mogli odśnieżyć tę trasę’ 😉 … ale jego nazwisko przemilczę…

Na koniec jeszcze małe pozdrowienia dla Ani z KRK, która towarzyszyła mi dzisiaj na trasie.

Ps. Kilkakrotnie dziś powykręcałam sobie kostki (w takich warunkach nic dziwnego). Jedna boli. Mam nadzieję, że to tylko przemęczenie…

Biegiem wokół Jeziora Paprocańskiego

W zeszłą niedzielę miałem przyjemność uczestniczenia w XII Perle Paprocan – mój debiucik. Moja żona biegła już w poprzedniej edycji, więc znała trasę doskonale – ja poznajem ją z jej opowieści, map google’a i zumi oraz przeglądając kilka galerii internetowych z wcześniejszych biegów. Choć trasa jest dość banalna i nie wymaga doszkalania, czy też uczenia się jej na pamięć, to na ostatnich trzech kilometrach trzeba wiedzieć, w które rozgałęzienia leśnych dróżek skręcać.

Pogoda do kilkunastu minut przed startem była bardzo zachęcająca, brak opadów i temperatura delikatnie poniżej zera stopni. Niestety w trakcie rozgrzewki zaczął padać śnieg, i stopniowo opad stawał się coraz bardziej obfity. Do tego stopnia, że wraz z nasilonym wiatrem uderzał prosto w twarz. Było to dość nieprzyjemne uczucie.

Po kilkunastu minutach biegu moje okulary wylądowały w kieszeni, bo strasznie parowały i w sumie bardziej przeszkadzały niż pomagały. Na szczęście moja wada wzroku nie  jest zbyt poważna i widziałem gdzie biegnę. Ba! świetnie dostrzegałem nawet uciekających mi biegaczy 😉

Pierwsze trzy kilometry biegło się gęsiego, co jakiś czas wyprzedzając biegnących wolniejszym tempem, uważając przy tym na podmokły śnieg i małe zlodowacenia, pod którymi kryła się woda. Nie było siły, buty przemokły, na szczęście chłód odczuwałem przez dosłownie moment, potem wracało ciepełko.

Minusem tego wszystkiego było to, że podmokła skarpetka, ocierając się delikatnie o wnętrze buta, pocierała również moje śródstopie (może to przez mojego platfusa?). Po piątkowym biegu miałem tam już niefajne przetarcie, a niedzielny bieg tylko pogorszył jego stan, zdzierając naskórek aż do mięsa. Widok nieciekawy, więc podaruję sobie dalszych opisów.

Wieczorem kupiłem tubkę maści bepanthen i smarowałem kilka razy dziennie aż do dziś. Ograniczyłem również bieganie do zera. Pomogło, rana zagoiła się, jednak kiedy uciskam to miejsce, czuję ból, a jutro bierzemy udział w kolejnym biegu w Mysłowicach (III Bieg Spełnionych Marzeń). Planuję zabezpieczyć to miejsce plastrem i bandażem elastycznym. Mam nadzieję, że nie pokaleczę znowu stopy.

Rozpisałem się trochę nie na temat. Trudno. Wracając jeszcze do biegu.

Mieliśmy z żoną trochę inne założenia, jednak skorygowała je pogoda i warunki na trasie. Żona chciała przebiec 14km, natomiast ja 21km, czyli półmaraton. Niestety skończyło się na 7km i 14km. Jesteśmy jednak i tak bardzo zadowoleni z siebie. Kiedy inni jeszcze krzątali się bez składu w tym niedzielnym poranku, my zaliczyliśmy całkiem fajny bieg. Na pewno tu wrócimy w kolejnej edycji już 7 marca! A jak Ty planujesz spędzić ten dzień? 😉

Poniżej jeszcze dane mojej opaski:
– odcinek: 15,36 km (czy pisałem już, że muszę ją skalibrować? :P)
– czas: 01:19:32 (zatrzymałem stoper podczas drogi do samochodu)
– średnie tempo: 5′11”

Dane wg czasu i dystansu podanego przez organizatora:
– odcinek: 14 km
– czas: 01:17:09
– średnie tempo: 5′30”

Wykres tempa biegu:
2010-01-10-bieg

Zdjęcia – XII Perła Paprocan

Żona natrafiła wczoraj w internecie na całą masę fotek z XII Perły Paprocan, która odbyła się 10-go stycznia w Tychach.

Niniejszym więc podaję link:

http://picasaweb.google.com/Tadeusz2642/PERAPAPROCANZIMOWA#

zdjecia-xii-perla-paprocan-tychy

Moje małe sukcesy

Szanowny małżonek odstąpił mi kawałek bloga… Jako że zna moją wrodzoną elokwencję, liczy pewnie, że przez to wzrośnie mu oglądalność…
Do rzeczy!

Nie pytajcie jak biegam. Ja biegi tylko ‚zaliczam’, bo o wynikach nie może być mowy. Tak sobie czasami myślę, że mogłabym być zabezpieczeniem medycznym imprezy (zbierać tych, którzy ‚padli’) albo mogłabym należeć do organizatorów (i zbierać oznakowanie trasy).

Mam jednak swoje małe sukcesy:
– na  moim pierwszym biegu – Półmaratonie Katowickim (a raczej jego 7-kilometrowej części)  – przebiegłam trasę bez zatrzymania się,
– na końcu IX Perły Paprocan (mój drugi bieg) wygrałam finisz z jakąś dziewczyną,
– w czasie XX Bieg Legionów (bieg nr 3) w Ustroniu wyprzedziłam kilku zawodników w połowie trasy (a mój brat wcześniej orzekł: nie ma bata, ona tego nie przebiegnie!),
Bieg Barbórkowy w Rybniku ukończyłam bez zawału serca…  i nawet w końcówce wyprzedziłam jakiegoś jegomościa (i dlatego byłam piąta od końca, hurra),
Tyski Bieg pod Żyrafą to już same pasmo sukcesów: po kilometrze trasy najstarszy (!) uczestnik biegu zapytał mnie „Pani 2 km?” na co odparłam, że nie! 6! i do samego końca biegu siedziałam mu na ogonie…

Jaki zawodnik, takie sukcesy…
Ale też chyba kiedyś zaczynaliście…

statystyki stron internetowych